Sposoby Profeiny na pracę zdalną

W Profeinie możliwość pracy zdalnej, również w zwykłych okresach, jest naturalna i często wykorzystywana. Jest to możliwie dzięki dwóm nogom: narzędziowej i osobowościowej. Wszystko to działa świetnie również dzięki temu, że każda osoba ma swoje małe prywatne life-hacki czy rytuały, bez których dzień pracy mógłby się stać dniem frustracji. Jak to robią pracownicy Profeiny?

Praca zdalna to nie jest kwestia wyłącznie techniczna – zestawu zainstalowanych aplikacji czy posiadania laptopów. Mamy zresztą faktycznie cały system, który wystarczająco dobrze się sprawdza w naszym małym, mieszanym zespole – wspólny kalendarz, Slacka jako narzędzie komunikacji, narzędzia (Trello, Basecamp lub Asana) do zarządzania zadaniami wspólnie z klientami, Skype czy Zoom do wideorozmów. Gdy ktoś nie może pracować np. z powodu choroby lub nagłego wyjazdu – wiemy, gdzie szukać wszystkich potrzebnych informacji i gdzie sprawdzić bieżące statusy zadań. System budujemy już od lat i stale go ulepszamy.

Praca zdalna to jest – poza tymi technikaliami – przede wszystkim dowód na odpowiedzialność przed sobą wzajemnie i przed klientami, na zgranie zespołu, którego członkowie mogą na siebie liczyć i potrafią współpracować. Również wirtualnie. Dowód na wzajemne zaufanie. Że każdy z nas efektywnie gospodaruje czasem.

Na co dzień – czy w biurze czy poza – nikomu nie liczymy godzin. Wierzymy, że każdy rozsądnie ocenia, ile czasu potrzebuje na realizację zadań. Jeśli potrafi szybko zamknąć pracowe tematy – może pomóc innym, wyjść wcześniej i pójść na zajęcia sportowe czy pobawić się z dzieckiem.

Każdy sam najlepiej wie, co mu służy, a co nie

BartekTrzymam się wyznaczonych ram godzinowych (zwykle 9.00 – 17.00), żeby nie odkładać niczego na później. Nigdy nie siedzę w piżamie, tylko ubieram się normalnie, żeby mieć większą wczutkę w pracę. Ten work-hack coraz częściej wykorzystuje też Michał, uskuteczniający tryb home office kilka razy w tygodniu.

ZuzaGdy są dzieci to ustaliliśmy z mężem, że rano do 11 oni się uczą / czytają / odrabiają lekcje, i potem od 14 do 16 znowu, a między 11-14 robią co chcą, tylko nie mogą zawracać nam głowy. Wychodzi w miarę ok. Choć np. dziś już się wybitnie nudzą i zawracają głowę. Chcą z nami spędzić czas.

PawełMimo że praca z pozycji leżącej na kanapie może wydawać się kusząca – nie jest to na dłuższą metę wygodne. Potrzebuję biurka albo przynajmniej fotela i podkładki pod laptop.

Praca zdalna jest chlebem powszednim dla Michała, który dużą część tygodnia spędza w Krakowie. – Muszę przyznać, że praca zdalna ma swoje niebezpieczeństwa i zagrożenia. Po pierwsze, znacznie trudniej oddzielić czas na pracę od czasu “po pracy”. W końcu praca, odpoczynek i jedzenie odbywają się przy tym samym stole w jadalni, na tym samym fotelu i na tej samej kanapie – uważa. Aby te dwie sfery zanadto się nie przenikały, zaaranżował w mieszkaniu konkretną przestrzeń biurową, tylko do pracy. Umożliwia zachowanie higieny pracy i zakończenie jej o odpowiedniej porze – poprzez wyjście z tej strefy przypominające zamknięcie drzwi do biura o 16, 17 czy 18.

Wspomniana strefa sprawdza się też wtedy, gdy w ramach międzynarodowej sieci Enterie współpracujemy z partnerami zagranicznymi, co wymaga kontaktów o niestandardowych porach (ze względu na różnice czasu). Dzięki oddzielnemu pomieszczeniu rozmówca z Londynu czy San Francisco nie zdziwi się widokiem rozpakowywanych zakupów czy wieczornym bałaganem. Pomocna może się też okazać aplikacja Zoom, która umożliwia nakładanie tła do rozmowy (niczym podczas korzystania z green screena).

Oczywiście oddzielne pomieszczenie (gabinet) to idealne rozwiązania, ale w przypadku braku takich możliwości dobrze mieć chociaż niewielkie biurko, przy którym wieczorem nie ogląda się już seriali czy nie je posiłków.

Michał nie poleca też pracy z łóżka.

Trzeba uczciwie powiedzieć, że praca zdalna nie jest dla każdego. Wielu znajomych, z którymi rozmawiam, przyznaje, że w domu ciągle rozpraszają ich obowiązki. A to zrobiliby pranie, a to odkurzyli, a to wzięli się za gotowanie – mówi Michał. Kluczem wydaje mu się samodyscyplina. Stosuje taką zasadę, jak w przypadku pracy z biura, czyli:

  • dość sztywno ustalone godziny pracy
  • rozpoczęcie pracy zawsze o godzinie 8 rano – bez względu na pogodę za oknem czy godzinę, do której dzień wcześniej oglądało się Netflix
  • brak aktywności domowych – wyjątkiem odbieranie przesyłek od kuriera 😉
  • praca z kawiarni / przestrzeni coworkingowej – raz na jakiś czas, kiedy ściany i cisza domu bardziej dekoncentrują, niż pomagają się skupić.

Zdalnie = efektywniej czy mniej efektywnie?

UlaPraca zdalna jest dla mnie zbawieniem, gdy mam nawał pracy. W Profeinie mamy super ludzki skład, dlatego zawsze mnie korci, żeby z kimś pogadać. W domu z nikim nie gadam, tylko działam. Podczas pracy zdalnej, czas zyskuję także unikając przygotowania do wyjścia z domu, ogarniania się i dotarcia na miejsce. Pracuję od rana, więc często zdarza mi się skończyć przed 17:00. Moja rodzina, która o tej porze wraca do domu, bardzo to docenia.

Inaczej niż Michał czy Ula działa Magda – Nie ukrywam, że te dni, gdy pracuję zdanie, bardzo mi się rozciągają. Zazwyczaj zaczynam około 9 rano, ale mam sporo przerw.  A to na pranie, a to jego rozwieszanie, a to odebranie awizo z poczty, którego w zwykłe dni nie zdążam odebrać. Choć zaczynam około 9, kończę zwykle przed 19. Ostatecznie sprawy, które miały być danego dnia zrobione – są zrobione, ale wszystko dzieje się na wolniejszych obrotach.

Przyzwyczaiłam się do takiego slow-work, ale nie uważam, że to dobre podejście. Chyba lepiej byłoby taki zdalny dzień skondensować do kilku godzin i potem pójść na spacer do lasu. Ze dwa – trzy razy mi się to udało, ale zwykle nie wyrabiam w normalnych godzinach. Choć warto pamiętać, że natura naszej pracy jest kaskadowa. Zawsze jest coś do zrobienia. Nawet gdy nie ma pracy dla klientów, to zawsze mamy swoje wewnętrzne zadania. W biurze łatwiej mi utrzymać higienę pracy. Po prostu kończę około 17:30 i wychodzę. W domu nie potrafię skończyć –  dodaje Magda.

Ilość pracy zależy m.in. od intensywności okresu, w jakim jesteśmy. Są takie miesiące, że jest jej mniej i wtedy można przyjść później czy wyjść wcześniej. To samo dotyczy pracy zdalnej. Dajmy sobie przyzwolenie na to, a nawet kochamy zajmować się również innymi tematami niż praca! Z korzyścią i dla pracy i dla nas samych.